#1.Louis cz.1
Nareszcie ten koszmar się skończył. Nareszcie wyjeżdżam do Londynu. Ale oczywiście moja kochana siostra cioteczna jedzie ze mną.
-Gdzie ja położyłam ten telefon - powiedziałam sama do siebie.
Sms od Stella
-Sorry T.I ,ale ja dojadę do ciebie za kilka dni. Szczęście będę sama przez kilka dni.Samolot za dwie godziny trzeba się pośpieszyć bo jeszcze nie zdążę a to były moje marzenia.Chociaż będę tęsknić za ciocią Zosią.Ale sama powiedziała, że wziela mnie dlatego, bo widziała, że się w tym miejscu męczę.Dziękuję jej za to chociaż jej prawie jej nie znam.Byłam pewna, że nie chciala takiej "córki" jak ja, która miała bardzo ciemne czarne włosy dwadzieścia kolczyków na twarzy i 17 tatuaży w wieku 18 lat. Nikt nie chciał takiego zbuntowanego dziecka jak ja. Nie moja wina że moi rodzice zgineli w wypadku samochodowym 2 lata temu i nikt z rodziny nie chciał mnie wsiąść pod opiekę.Żaden Dom Dziecka w moim rodzinnym mieście nie chciał mnie przyjąć, bo niby "nie było miejsca". Wywieźli mnie do Gdańska z Kocka, przynajmniej tam bylo miejsce dla takiej jak ja.
-Przecież za 40 minut mam samolot.-krzyczałam zdenerwowana.
-T.I uspokój się wszystko będzie w porządku.-pocieszała mnie ciocia-Wszystko spakowałaś?
-No oczywiście.-uśmiechnęłam się.-Już jadę ciociu.
-A torebkę kto weźmie?-spytała z uśmiechem.
-Dziękuję-powiedziałam.
-A buzi to kto mi da na pożegnanie?-spytała.
-Już....-a teraz muszę już się sprężać za 20 minut mam samolot a jak się spóźnię to będzie źle
-Kluczyki-powiedziała ciocia.
-O tak dzięki.....pa ciocia niedługo cię odwiedzę
-Mam takę nadzieje.
Po 4 godzinach lotu dotarłam na miejsce. Mój dom był duży i piękny, okolica też skąd moja ciocia wytrzasneła większa połowę kasy na ten dom.Ale za to jej dziękuję.
*Następnego dnia*
Stella przyjeżdża jutro, też dala mi dużo odpoczęć.Dzwoni ktoś przecież jeszcze nikogo nie znam. Dobra idę otworzyć.
-Cześć-powiedzieli dwaj chłopcy około 19 lat
-Cześć?-odpowiedziałam zaskoczona obaj byli bez koszulek,a w ręku trzymali ręczniki.
-Mówiłem, że to zły pomysł-mrukną jeden chłopak do drugiego,
-A tak jak bym mogła wiedzieć co się stało?-spytałam
-No bo.......yyyy...boo- mowił chłopak w lokowanych włosach.
-Oj weś się zamknij.-powiedział drugi - Bo nasz kolego z którym mieszkamy siedzi w łazience jakieś 3 godziny i nie chce wyjść. I czy możemy skorzystać.....- nie dokończył
-Dobra właźcie-powiedziałam i uśmiechnęłam się pierwszy raz od jakiegoś roku.
-A tak w ogóle to ja jestem Liam, a to jest Harry-powiedział Liam
-A ja jestem T.I
-Harry tu masz łazienkę-pokazałam mu drzwi.
-A ty choć za mną.-weszłam po schodach na górę, a przy okazji spytałam się Liam'a - A w gdzie mieszkacie?
-Po drugiej stronie ulicy-uśmiechną się chłopak
-We dwójkę?
-Nie w piątkę-odpowiedział
-Z rodziną
-Nie. Ja, Harry i 3 innych przyjaciół - uśmiechną się
-O, a ty masz tutaj łazienkę.
*piętnaście minut później*
-Dzięki- odpowiedzieli chłopcy.
-Chcecie coś do picia.-spytałam
-Nie dzięki pędzimy spadać i jeszcze raz dzięki.
-Spoko nie ma za co.
-Jak będziesz czegoś potrzebowała to już wiesz gdzie mieszkamy-powiedział Liam
-Okey
Chyba czas zobaczyć kilka rzeczy.
*godzinę później*
-Jezzzzu wracam do domu.- krzyknęłam do telefony.
-Gdzie ty się pałętasz.- usłyszałam głos siostry po drugiej stronie telefony
-Nigdzie! Nie chce mi się z tobą gadać...A i jak jutro mnie zobaczysz to się nie przestrasz. Paaa
-Cześć-powiedziałam do chłopaka który stał pod ścianą pomiędzy dziwnymi blokami którymi wracałam do domu.
-Cześć - odpowiedział chłopak spoglądając na mnie
-Yyy masz papierosa?-spytałam -A ile masz lat?- spytał
-Dresiara
-Niee
-To dlaczego jesteś ubrana jak dresiara
-Bo byłam u fryzjera i przefarbowałam włosy. Koniec!-odpowiedzialam
-Dobra a ile masz lat?
-Wystarczająco, żebym mogła zapalić.
-No ile
-Oj weź jutro przyjeżdża moja siostra i nie da mi spokoju.
-No dobra.-powiedział
-Nażerzcie znalazła się normalna osoba.-powiedziałam
-Masz.
-Niee
-Co...
-Zaczyna padać.
-To co
-To, że jak bedę biegła do domy to zleci mi kaptur i....
-Dobra chodź bo zaczyna mocniej padać.
*po minucie biegu*
-Łał - zachwycił się chłopak cały czas biegnąc
-Co?
-Twoje włosy .
-Nigdy nie widziałeś niebieskich włosów?-spytałam
-No właśnie nie.
-Aha
-A jak w ogóle się nazywasz?
-T.I a ty?
-Zayn. A gdzie mieszkasz? -Tam a ty?
-Tam.
-Mieszkasz z Liam'em i Harry'm
-Tak, a z kąd ich znasz?
- Przyszli wczoraj do mnie.Dobra dzięki spadam.
-Cześć.- odpowiedział chłopak odwracając się za mną.
"Przyjeżdżam jutro szykuj coś z marchewek"-napisała Stella
Ooo matko dobra marchewki mam cukier mam... nie mam mąki mój jedyny ratunek-chłopaki-dobra idę.
-No hej-powiedziałam nie śmiało kiedy drzwi odtworzył mi Harry.
-Cześć-odpowiedział
-Chyba wam przeszkadzam-powiedziałam
-Nie wchodź.
-Nie chciałam tylko porzyczyć mąką po siostro przyjeżdża i chciała, żebym zrobiła jej coś z marchewek.
-Wejdź poznasz tego co cały czas się trze, ze chce marchewki.
-No okey.
-Louuuuuuis!
-Co?!
-Chodź poznasz kogoś.
-Następną twoją dziewczynę - chłopak wykrzywił twarz.
-Nie. To jest T.I a to....
-Umiem się przedstawić - przerwał Harr'emu -Jestem Louis.
-A ja T.I
-Trzymaj - Harry podał mi szklankę z mąką - wystarczy tyle?
-Tak jasne dzięki później odniosę wam szklankę
-Spoko
*dwie godziny później*
-Dzięki za mąkę i to jest coś dla Louis'a
- Ok, ale nie trzeba było - powiedział Harry.-Chodź poznasz jeszcze Naill'a
-Okey.
-Jestem Naill
-T.I
-Louis masz to dla ciebie-Harry dał Louis'owi talerz z ciastem
-Mmmm ciasto marchewkowe
-Ja już pójdę-powiedziałam i wyszlam
Fajowsko się zaczyna. Pisz szybko dalej!!!
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
http://since-birthday-to-love.blogspot.com/2013/09/na-poczatku-bede-dodawac-czesto.html
Świetnie się zaczyna tylko mam jedną uwagę:
OdpowiedzUsuńPisze się Niall nie Naill :3