środa, 4 grudnia 2013

#6 Liam

"Tylko tego brakowało"-pomyślałam wyglądając przez okno. Termometr wskazywał dziesięć stopni na minusie, a śnieg sypał niesamowicie.Normalnie lubię zimę, ale nie wtedy gdy muszę wstawać o szóstej rano muszę przejść na pieszo dwa kilometry. O tej porze powinno spać się w najlepsze, przecież to środek nocy. Ale nie! Muszę iść do pracy. Podkreślam słowo IŚĆ, ponieważ nie miałam własnego samochodu ani autobusu o właściwej porze. Założyłam zimowe buty, zapięłam kurtkę pod samą szyję i otuliłam się wełnianym szalikiem. Jednak gdy wyszłam z mieszkania moje przekonania że zmarznę jakoś osłabło. Z trudem przemierzałam biały chodnik, próbując nie potknąć się o zaspę ani nie pośliznąć się na lodzie. Cudem mi się to udało. Po raz pierwszy ucieszyłam się na widok budynku mojej pracy. Sieć sklepu Tesco. Nie ukrywam że to nie szczyt marzeń dotyczącej mojej kariery, ale od czegoś trzeba zacząć. Studia kosztują fortunę, a moich rodziców nie stać na tak wielki wydatek więc musiałam zacząć zarabiać sama. Okazało się że niewiele miejsc zatrudnia studentki na pierwszym kroku. Nie mając wyjścia przyjęłam tę posadę. Pracowałam tu już kilka miesięcy ale wcale nie szło mi tak dobrze jak na początku. Weszłam do środka przez zaplecze. Zdjęłam kurtkę i zmieniłam buty po czym przebrałam się w uniform. Wyglądał jak te które ludzie noszą te w więzieniach. Czyli pasował idealnie bo czułam się jak w więzieniu. Jak na ironię planowali w okna wstawić kraty. "Żeby nikt się nie włamał"- chyba żeby T.I nie uciekła z krzykiem wybijając szybę. Gotowa do pracy zajęłam miejsce za kasą. Na początku ludzi było mało, ale z czasem ruch stał się większy. Poprosiłam koleżankę, aby otworzyła drugą kasę, ponieważ nie wyrabiałam się z obsługą klientów. Tak naprawdę miałam dość babć pospieszających mnie babć które wkupywały pół sklepu. Ale najgorsze i tak było to że nie ważne jak irytująca byłam ja i tak musiałam być uprzejma i wszystkim życzyć miłego dnia. Aż chciało mi się zygać tęczą.
- Mogła byś się pośpieszyć panienko?- Poganiała mnie starsza pani po sześćdziesiątce.
-Oczywiście robię co w mojej mocy.- Odpowiedziałam ociekającym słodycze głosem.
-Ja nie wiem z skąd oni biorą tę obsługę. Ty się w ogóle nie umiesz posługiwać kasą.- Tego było już za wiele
-No to właź tu, stara raszplo i nabij se ten rachunek sama!- Krzyknęłam patrząc jej w oczy
-Co się tu dzieje?- Usłyszałam głos mojej szefowej. Ojej niedobrze.
-Ja...- Zabrakło mi języka w gębie.
-Nie myśl ze ujdzie ci to na sucho! Potem o tym porozmawiamy, a teraz idź rozpakować towar. Lepiej żebyś nie miała na razie kontaktu z klientami.- Patrząc na mnie z pod łba.

-Dobrze przepraszam- Odparłam ze skruchą A gdy tylko sie odwróciła pokazałam środkowe palce tej babie.
Nie czekając na jej reakcję udałam się na zaplecze po nierozpakowany towar. Dziś nic się nie udawało tak jak bym chciała. Cholerny pechowy dzień.
Gdy dolne półki były już zapełnione nadszedł czas na ustawienie płatek śniadaniowych na samej górze. Ponieważ byłam niewysoka potrzebowałam do tego drabiny. Ustawiałam pudełka stajęce na trzecim schodku drabiny, kiedy poczułam że coś w nią uderzyło, a ja tracę równowagę. Zasłoniłam oczy dłońmi, czekając na nieuchronny upadek. Wyobrażałam sobie jak upadam na betonową podłogę i łamię sobie kark, ale zamiast tego poczułam czyjś dotyk i słodki zapach męskich perfum.
-Boze czy ja żyje.- Wycedziłam ostrożnie otwierając oczy.
-Na to wygląda. Udało mi się cię złapać.- Powiedział chłopak trzymający mnie na rękach. Był bardzo silny.
-O Jezu dziękuje jak ci się odwdzięczę?!
-Nie wiem czy jest za co dziękować. To ja niechcący przewróciłem twoją drabinę.- Obdarł stawiając mnie na ziemi. Nie rozluźnił j jednak uścisku.
-Nie ważnie nic się nie stało. Mógł być mnie puścić- Powiedziałam, gdyż trzymał mnie już trochę za długo.
-Tak jasne.- Odpowiedział zawstydzony opuszczając ręce wzdłuż tułowia.
-Tak w ogóle jestem T.I- Przedstawiłam się jak kultura wymaga.
-Liam.- Odpowiedział zdejmując czapkę. Mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Chyba gdzieś go już widziałam.
-Czemu mi się tak przyglądasz?- Spytał magle jak by znał odpowiedz.
-Przepraszam. Wydajesz mi się znajomy.
-Śpiewam w takim jednym zespole. Może kiedyś obiło ci się o uszy. Właśnie jechaliśmy z chłopakami na próbę i wpadłem do sklepu po parę drobiazgów.

-O to w takim razie nie będę cie zatrzymywać.- Ze zdziwieniem usłuszałam nutkę  rozczarowania w swoim głosie.- Ja tez muszę wracać już do pracy. Miło było cię poznać.- Dodałam i odwróciłam się w stron nierozpakowanych pudeł z towarem.
T.I zaczekaj- Usłyszałam po czym dłoń Liama znalazła się na moim ramieniu- Myślisz że byśmy mogli wyjść gdzieś razem czy coś?..-spytał nieśmiało
-Pytasz poważnie?- Wycedziłam nie mogąc dowieżyć że przystojniak ze znanego zespołu, stresował się przed umówieniem ze mną.
-Nie ważne zapomnij o tym. Co ja sobie myślałem...
-Nie, nie. Źle mnie zrozumiałeś. Z chęcią się gdzieś z tobą wybiorę.- Powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Serio? To fantastycznie!- Rozpromienił się.
Zapisując sobie jego numer telefony, po raz pomyślałam  dziś, że może ten dzień wcale nie jest taki okropny jaki mógłby się wydawać na pierwszy rzut oka..
---------------------------------------------------------------
3 kom. = next rozdział






poniedziałek, 2 grudnia 2013

Postanowiłam że nie będę dokańczać tamtych opowiadań bo są do du**. Nie będę ich usuwać, ale ich "nie ma". Więc teraz zaczynam od początku i przepraszam że tak długo nie pisałam ale nie miałam weny.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
#5Niall
Stałam w kuchni oparta o parapet, popijając gorącą herbatę. Mama siedziała przy stole, przeglądając dzisiejszą gazetę, od czasu do czasu komentując na głos jakiś artykuł. Była sobota więc nic ciekawego do roboty nie miałam. Jeszcze trzy lata temu wyszłabym na dwór z Niallem, ale mój przyjaciel już od dawna nie mieszka na stałe w naszej miejscowości. Mając szesnaście lat, wziął udział w X-Factorze i teraz podróżował ze swoim zespołem po całym świecie. Aja zostałam tu.
-Znowu piszą o One Direction - głos mojej mamy wyrwał mnie z zamyślenia.
Rzuciłam się w stronę stołu i wyrwałam jej z rąk gazetę mojej rodzicielki. Spojrzała na mnie z rozbawieniem i uśmiechnęła się szeroko.
-Kończą trasę po USA - dodała znacząco.
Wiedziałam o kim mówi. Przejrzałam szybko artykuł, wyłapując tylko najważniejsze informacje i oddałam mamie gazetę.
-Nagrywają płytę. Nie przyjedzie - oznajmiłam chłodno.
Już dawno mnie nie odwiedził. Przyjaźniliśmy się i co z tego? On był teraz gwiazdą. I przyjaźnił się z gwiazdami. Czasami miałam do niego o to żal, ale potem przed moimi oczami pojawiła się jego uśmiechnięta twarz i musiałam się sama przed sobą przyznać, że nie potrafię być na niego zła. Zawsze tak było. Nie wiem dlaczego tak na mnie działał. To było naprawdę uciążliwe. Za każdym razem, gdy mnie o coś prosił, magnetyzując mnie przy tym swoimi pięknymi oczami, ulegałam, jakby nigdy nie miała własnego zdania. Nie miałam najmniejszego problemu, żeby owinąć mnie wokół palca. Wyjrzałam przez okno. Na podjeździe stał czarny, luksusowy samochód.
-Co się... - zaczęłam ale przerwał mi dzwonek. Ktoś dobijał się do drzwi. Mama rzuciła mi pytające spojrzenie i wyszła z kuchni, by wpuścić do środka niespodziewanego gościa. Sadziłam że by to jeden z kolegów taty albo jakiś klient, bo czasami podawał im adres domowy. Oparłam się o szafkę, nasłuchując uważnie głosów z ganku, próbując ustalić z kim mama rozmawia, ale słyszałam tylko jakiś stukot, śmiech i kroki dwóch osób na korytarzu.
-A może następnym razem to ty się pofatygujesz? -usłyszałam zza pleców znajomy głos.Odwróciłam sie kompletnie zaskoczona i zmierzyłam wzrokiem gościa.
-Nialler? -zdziwiłam się nadal stojąc jak kołek.
-Spodziewałem się radosnych okrzyków, śmiechu ściskania i ciągłego powtarzania, że mnie uwielbiasz... ale nie. Tylko tą opcję brałem pod uwagę.
Parsknęłam śmiechem, przebiegłam całą kuchnię i rzuciłam my się na szyję.
Nie pozostał mi dłużny- objął mnie ramionami jak tylko on potrafi przytulać
-Co ty tu robisz, wariacie? -zaśmiałam się odsuwając sie od niego na tyle żeby móc spojrzeć mu w oczy. Moje serce zabiło szybciej, gdy po raz kolejny zobaczyłam jego tęczówki.
-No cóż gdybym nie przyjechał, to prawdopodobnie zobaczylibyśmy się w innym świecie, ale nie byłem pewny, czy za olewanie najlepszego przyjaciela trafisz do nieba, więc...
-Och cicho już-przerwałam mu chichocząc.
Uśmiechną się i spojrzał na mnie jakoś inaczej. Nie wiem na czym ta inność polegała, ale czułam instynktownie że coś się zmieniło. Spuściłam wzrok i poczułam, jak moje policzki oblewa rumieniec.

Ujął mnie pod brodę zmuszając mnie tym samym bym spojrzała w jego oczy. Zadrżałam pod jego dotykiem co niemal sprawiło że doznałam szoku. Zamarłam na chwilę próbując rozpoznać to co poczułam w swoim sercu. Byłam przerażona. Już od jakiegoś czasu że moje uczucie się do niego zmienia. Kiedyś nie odczuwałam żadnych przypływów gorąca na jego widok, dreszczyk czy nagłe onieśmielenia. Teraz to było całkiem coś innego. Coś jakby...nie.
Zauważyłam że coś jest nie tak jak powinno być. Przyjrzał mi się uważnie i zagryzł dolną wargę, lustrując mnie spojrzeniem. Opuścił rękę i złapał moją moją dłoń, ciągnąc mnie za sobą.
-Chodź chyba mamy sobie dużo do powiedzenia -uśmiechną się, a ja popatrzyłam się w tym co powiedział, podwójnego znaczenia.
Nie wiem jak długo błądziliśmy ulicami Mullingar, bo czas mijał nam bardzo szybko. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak bawiłam. Niall opowiadał mi o trasie, o fanach o gwiazdach które poznał w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a ja odpłacałam mu się snując opowieści o szkole o lekcjach o nowych koleżankach. Moje życie wydawało się wyjątkowo nudne  w porównaniu z jego ale przez cały czas słuchał mnie uważnie wtrącając od czasu do czasu jakieś zabawne komentarze.
Za to go uwielbiam. Dawniej takie spacery nie były niczym nadzwyczajnym, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, jak na dwójkę przyjaciół przystało. Nie miałam przed nim żadnych tajemnic, sekretów. Mówiłam mu o wszystkim, dlatego tez tematów do rozmowy nigdy nie brakowało
-Wiesz- zaczął powoli gdy kolejny raz pokonywaliśmy tą samą trasę- ta cała trasa jest cudowna. Spełniłem wszystkie swoje marzenia, moje życie jest interesujące, mam wiele fanów których kocham i którzy kochają mnie ale... w ciągu tych trzech lat, które głównie spędziłem z chłopakami w trasie, cały czas czegoś mi brakowało.
Zatrzymaliśmy się. Niall niepewnie złapał moją rękę i spojrzał mi głęboko w oczy. Moje serce oszalało, poczułam uderzającą falę gorąca. Musiałam wyjątkowo się postarać żeby nie upaść.
-Masz wszystko o czym marzyłeś- zauważyłam cicho drżącym głosem.
-Nie. Nie mam ciebie-odparł szeptem
Gładził kciukiem mój policzek, patrząc na mnie z czułością której do tej pory u niego nie widziałam. Czas się zatrzymał, gdy powoli pochylił się i delikatnie musną moje wargi tak delikatnie że go odrzucę. Oddałam pocałunek wkładając w tą chwile całe moje serce.
Wszystkie moje wątpliwości zniknęły jakby nigdy ich nie było. Wmawiałam sobie że to nie możliwe, że to nie miłość. Ale to co nas łączyło to już dawno przestało być przyjaźnią
A ja czułam sie szczęśliwa-właśnie teraz w tym momencie. Z nim.
Wyprostował się i spojrzał mi w oczy. Na jego twarzy namalował się szeroki uśmiech i... miłość
-Czy teraz masz już wszystko- zapytałam z lekkim uśmiechem
-Tak teraz spełniły sie wszystkie moje marzenia- odparł i ponownie mnie pocałował.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Myślę że się podoba
3 komentarze następny rozdział